Niemiecka prasa: "Czy Afganistanowi w ogóle można jeszcze pomóc?"
25 lutego 2012Münchner Merkur z Monachium zastanawia się, co w związku z obecną sytuacją w Afganistanie bardziej szokuje:
"Czy niepojęta ignorancja żołnierzy, którzy od szeregowca po generała powinni od lat wiedzieć, że nie tylko fundamentaliści uważają profanację Koranu za bluźnierstwo, czy też erupcja gniewu i nienawiści ze strony społeczeństwa afgańskiego wobec zagranicznych żołnierzy, których w 2001 roku wysłano do Afganistanu po to, żeby je wyzwolić spod okrutnej tyranii talibów. Jeżeli większa część Afgańczyków, podżegana przez ludobójców, którzy posyłają uzbrojone w ładunki wybuchowe dzieci na śmierć, gotowa jest do krwawych aktów przemocy przeciwko cudzoziemcom, to powstaje pytanie, czy temu krajowi w ogóle można jeszcze pomóc".
Wychodząca w Koblencji i Moguncji gazeta Rhein-Zeitung stwierdza:
"Początkowo w niektórych regionach Afganistanu przedstawicieli Zachodu uważano za pomocników. Dziś, mimo urzeczywistnienia wielu projektów pomocowych i uzyskania innych, drobniejszych sukcesów, utrwalił się wśród ludności obraz aroganckiego okupanta, a to dlatego, że raz po raz zdarzają się incydenty jak palenie Koranu, które za jednym zamachem potrafią zniweczyć wysiłki wielu lat. Do dziś Zachód nie rozumie, że obrazy i gesty mają w Afganistanie o wiele większe znaczenie niż przemówienia, dyplomatyczne deklaracje woli albo spóźnione przeprosiny prezydenta USA".
W podobnym tonie wypowiada się berliński Tagesspiegel:
"Jakim trzeba być tumanem, żeby po tylu latach popełnić tak straszny błąd i w sercu Afganistanu spalić egzemplarze Koranu? Każdy, kto choć raz postawił stopę na terytorium tego kraju, nawet najgłupszy amerykański żołnierz bez ukończonej szkoły, powinien wiedzieć, jakie znaczenie ma tam religia i z jakim namaszczeniem muzułmanie podchodzą do swej świętej księgi".
Emder Zeitung zna prawdziwe powody wycofania się Bundeswehry z Camp Talokan:
"To, że Bundeswehra zdecydowała się na wcześniejsze wycofanie się z obozu Camp Talokan, podyktowane było pogorszeniem się sytuacji bezpieczeństwa.Ta decyzja rzuca światło na relacje między nią a afgańskimi władzami bezpieczeństwa. Nawet jeśli niemieckie ministerstwo obrony temu stale zaprzecza: żołnierze niemieccy i Afgańczycy nie mają do siebie krzty zaufania. Afgańczycy zbyt często atakowali Bundeswehrę. Dlatego wycofanie się nie ma nic wspólnego z tchórzostwem".
Ukazująca się w Oldenburgu Nordwest-Zeitung konkluduje:
"Afganistanowi, w którym na przestrzeni dziejów dominowały nędza, wojny i obce panowanie, jeszcze bardzo daleko jest do stabilizacji. (...) Ten kraj dzieli Hindukusz, co sprawia, że jest on niedostępny. Afganistan jest ubogi w surowce, 3/4 jego powierzchni nie można wykorzystać pod uprawę. Co najmniej 80 proc. kraju zajmują talibowie siejący terror i przemoc. To, że Zachód "pryska" z tego kraju jest już postanowione. Można się z tego cieszyć, albo nie. Ale jedno jest pewne, że mieszkańcy Afganistanu znów będą pozostawieni własnemu - pewnie nie najlepszemu - losowi".
Iwona D. Metzner
red. odp.: Andrzej Pawlak