"Kwiaty pustyni" także w Niemczech
30 września 2009Codziennie na świecie obrzezanych zostaje 800 dziewczynek. Zabieg ma stanowić gwarancję dla przyszłego męża, że jego wybranka zachowała niewinność. Kobiecie to okaleczenie gwarantuje ból do końca życia. Będzie go odczuwała podczas menstruacji i oddawania moczu. W Europie, o obrzezaniu kobiet myśli się zazwyczaj, jak o nieludzkim rytuale rodem z dalekiej Afryki. Niestety wykracza on daleko poza ramy czarnego kontynentu. Także mieszkające w Niemczech córki imigrantów są poddawane temu zabiegowi.
Ból na całe życie w imię tradycji
Jawahir Cumar pochodzi z Somalii. W Düsseldorfie prowadzi specjalną poradnię dla kobiet, które zostały poddane nieludzkiemu zabiegowi. Sama przez wiele lat nie była świadoma tego, że jest okaleczona. Dowiedziała się przypadkiem. Miała 14 lat i zasłabła podczas lekcji wychowania fizycznego, już w Niemczech, dokąd przeniosła się z rodzicami. Zawieziono ją do szpitala, ale lekarze przez wiele godzin nie mogli ustalić, co jej jest. W końcu trafiła do ginekologa. Okazało się, że przyczyną złego stanu dziewczynki jest pierwsza miesiączka. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że krew nie mogła się wydostać na zewnątrz. Winny był temu zabieg obrzezania i to jak ciasno zaszyto naturalny otwór ciała.
Całe szczęście, że prosto z lekcji trafiła do szpitala. Przeprowadzona przez lekarzy operacja uratowała jej życie.
Do zabiegu obrzezania doszło jeszcze w Afryce, kiedy Jawahir była małym dzieckiem. Rodzice podobno nie chcieli, ale babcia nalegała i w końcu jej ulegli. „O niczym nie miałam pojęcia, kiedy babcia i ciotka zabrały mnie do szpitala – wspomina Jawahir Cumar – dostałam narkozę, a kiedy się obudziłam, miałam związane nogi i czułam potworny ból”.
Nie tylko w Afryce
Także dziś imigrantki mieszkające w Niemczech bywają ofiarami obrzezania. Rodzice wysyłają dziewczynki na zabieg do ojczyzny podczas wakacji. Ale można go zrobić także nielegalnie w Europie. Cena waha się od 1,5 do 2 tys. euro. Mieszkającym w Niemczech ofiarom potwornego rytualnego okaleczenia postanowiła pomóc młoda Somalijka. Działa w organizacji „Stop Mulitation” i w 2005 roku założyła w Düsseldorfie specjalną poradnię. Prowadzi rozmowy z rodzinami dziewczynek, stara się je odwieść od decyzji o poddaniu dziecka zabiegowi. Tłumaczy, rozmawia, powołuje się na argumenty medyczne, ale nie ma łatwego zadania, bo presja ze strony rodziny, która została w ojczyźnie bywa wielka. Okaleczone dziewczyny umawia na wizytę u ginekologa. Wiele z nich, tak jak ona sama, boi się reakcji w większości niczego nieświadomych lekarzy. I ta niekompetencja, brak wiedzy u niemieckich lekarzy Jawahir Cumar denerwuje najbardziej. Są niedelikatni, robią niestosowne aluzje.Ale nie wszyscy.
Ginekolog Christoph Zerm, który w swojej praktyce zetknął się z okaleczonymi kobietami, podkreśla, że najważniejszym zadaniem lekarza w takiej sytuacji jest okazanie zrozumienia i próba zdobycia zaufania pacjentki.
Dla Jawahir Cumar i Christopha Zerma najważniejszym celem jest zapobieganie kolejnym okaleczeniom. „W ubiegłym roku udało mi się od tej decyzji odwieść dziesięć rodzin – mówi Jawahir – to całkiem niezły wynik, ale z drugiej strony to kropla w morzu. Do uratowania są setki, miliony dziewczynek”.
Priya Palsule-Desai/Agata Kwiecińska
red.odp. Andrzej Krause/ma